top of page

Wyniki wyszukiwania

63 results found with an empty search

  • Cirkus Aleš - Preszów 2020 | Portal cyrkowy KMC

    Tradycja od pokoleń - z wizytą w czesko - słowackim Cirkus Aleš SIERPIEŃ 2020 Wybraliśmy się z kolejną już wizytą do czesko - słowackiego Cirkus Aleš stacjonującego w Preszowie, 3. największym mieście Słowacji. Zapraszamy do lektury relacji z tych odwiedzin. Sezon 2020, jak wszyscy wiemy, był co najmniej dziwny i postawiony do góry nogami. Mimo wszystkich przeciwności losu, które występują również u naszych południowych sąsiadów i spadku frekwencji, rodzinny Cirkus Aleš kontynuował swoją trasę. Artyści przygotowali bardzo kolorowy, żywy program z dużą porcją adrenaliny. "Aleš" w Preszowie prezentuje się wybitnie - oprócz namiotu galowego postawiono także pokaźne foyer, liczne ozdobne podświetlane płoty i mnóstwo flag. Nie brakuje także girland świetlnych nad namiotem i oczywiście trocin na arenie. Widowisko rozpoczyna pokaz żonglerki grupowej w wykonaniu 3-osobowej grupy Lanik. Artyści w sezonie 2020 opracowali nową choreografię i zmienili tricki, jeszcze bardziej ożywili swój występ i wprowadzili wpadające w ucho podkłady muzyczne. Nie sposób nie zwrócić uwagi na ich nowatorskie stroje, łączące klasyczny kostium w dobrym smaku z powiewem świeżości i współczesności co zapewniają dżinsowe wstawki. Co do samego wykonu - oczywiście perfekcyjny. Mnóstwo trudnych tricków włącznie z żonglowaniem i jednoczesnym przechodzeniem z ramion jednego partnera na ramiona drugiego. Całość wieńczy żonglowanie płonącymi maczugami. Porządne rozpoczęcie programu. Po chwili na arenę wbiega najmłodszy artysta Cirkus Aleš, Antonin Aleš, ale ani pan dyrektor, ani syn dyrektora, a wnuk dyrektora cyrku. Prezentuje on widzom pokaz dziewięciu uroczych kaczek. Mimo, że Antonin jest niewiele wyższy od swoich partnerów z areny, to ci słuchają się go jak najważniejszej osoby w cyrku. Bezbłędnie przeskakują przez przeszkody i kręcą piruety. Bardzo sympatyczny pokaz. Veronica Alesova prezentuje widzom zgromadzonym pod namiotem klasyczny pokaz hula-hoop. Blasku jej numerowi dodaje bogata oprawa świetlna oraz kamienie błyszczące na kostiumie. Występ jest bardzo energiczny, a na arenie dużo się dzieje. Całość wieńczy kręcenie fluorescencyjnymi hula-hopami. Wspaniały efekt! Teraz pora na jeden z najmocniejszych numerów tegorocznego show i wbrew pozorom nie chodzi o koło, czy kulę śmierci. Sandra Alesova prezentuje pokaz czterech przesympatycznych psiaków. Ich energią można by zasilić całe miasto! Niesamowicie angażują się w występy, widać w ich oczach, że sprawia im to nieziemską radość. Zwierzęta wykonują efektowne tricki jak jednoczesny skok przez 3 obręcze rozstawione w pewnej odległości od siebie. Wspaniały pokaz i modelowy przykład współpracy między ludźmi a zwierzętami - wielkie brawa! Pora na bardzo widowiskowy i klasyczny zarazem numer - persz. Prezentuje go grupa Lanik. Akrobacje są naprawdę brawurowe, robią wrażenie. Wymagają od artystów pełnej uwagi i koncentracji. Tu trzeba mieć ciało ze stali, aby wykonać wszystkie te tricki. Kulminacyjnym punktem występy jest piramida zbudowana w konfiguracji artysta - persz - artysta - persz - artysta. Numer zasługujący na uznanie! Pierwszą część widowiska kończą spektakularne akrobacje w kole śmierci prezentowane przez Duo Alejandro z Kolumbii. Jest tu wszystko, co powinno być w takim numerze - przystojni akrobaci, latynoskie rytmy i niebezpieczne akrobacje! Koło wiruje, a artyści chodzą po nim z zasłoniętymi oczami, skaczą na skakance, podskakują. Fenomenalne zakończenie pierwszej części. Zaraz po przerwie przenosimy się do krainy Indiany Jonesa i Amazonii. Widzowie oglądają pokaz węży, wielbłądów, lam, bydła rogatego, a na finał - dwóch wielkich afrykańskich strusi. Wszystko to w tropikalnej oprawie, z użyciem ogni i w amazońskich strojach. Niesamowity klimat widowiska. Syn dyrektora, Antonin Ales prezentuje w tym roku po dłuższej przerwie żonglerkę piłkami footballowymi. Bardzo zgrany i dopracowany numer. W pewnym momencie w powietrzu wiruje nawet 5 piłek! Wszystko to do remiksu jednej z popularnych radiowych piosenek. Jest tempo i dynamika, a przy tym uśmiech i lekkość. Przychodzi pora na jeden z najbardziej znamienitych numerów wieczoru - pokaz czterech białych koni prezentowany przez nestora areny cyrkowej - dyrektora Antonina Alesa seniora. Klasyczny, tradycyjny, piękny pokaz. Konie praktycznie same chodzą, wykonują imponujące tricki, piękny hołd złożony tradycyjnemu cyrkowi ze zwierzętami. Widać tu klasę i doświadczenie. Takie pokazy i takich treserów chciałoby się oglądać godzinami! Stara, dobra szkoła, która wciąż jest kultywowana. Jesteśmy pod ogromnym wrażeniem. Przedostatni numer spektaklu, stały punkt występów Cyrku Aleš, czyli akrobacje na odskoczni w wykonaniu rodziny Lanik zyskał w tym roku również nowego blasku. Ze względu na otwarcie Horror Cyrku Lanik i rozdzielenie się rodziny, zmieniły się nieco poszczególne pozy i oprawa, ale wciąż jest to występ na wysokim poziomie - dosłownie i w przenośni. Całość ujęta jest w czesko - słowackie folklorystyczne ramy. Uwagę widzów przyciągają bogate regionalne kostiumy akrobatów oraz muzyka. Na początku obserwujemy kilka "swobodnych" skoków, zakończonych m.in. na fotelu, a chwilę później serię skoków na szczudłach - dwóch, a następnie jednym. Klasyczny, tradycyjny numer cyrkowy, który niestety już coraz rzadziej jest pokazywany w europejskich cyrkach. Tu, w cyrku rodziny Alesów znalazł swoje schronienie. I wreszcie wielki finał - na deser kula śmierci, a w niej trzech rozpędzonych motocyklistów z Kolumbii z dobrze znanym polskim fanom programem - jest prędkość, adrenalina, ryk silników. Kaskaderzy jeżdżą w kuli bez chwili zawahania na koniec zupełnie po ciemku w blasku jedynie LEDowych taśm zamocowanych na ich motorach. Ten numer to ukłon dyrekcji w stronę widzów preferujących współczesne show i jego elementy, chociaż sama idea jeżdżenia motocyklem w zamkniętej kuli ma już około 100 lat. Cały program spina w całość dobry duch cyrku i przedstawienia - Klaun Mario. Artystę wyróżniają bogate, zadbane stroje oraz fraki, a także niecodziennie rekwizyty jak wielki żółty dmuchany balon w którym zmieści się... cały człowiek. Mario nie tylko prezentuje się na arenie, ale też intensywnie angażuje w zabawę publiczność. Do końca sezonu cyrk jeszcze kilkukrotnie będzie niedaleko polskich granic, w różnych częściach Słowacji. Do przyszłej niedzieli artyści stacjonują w Preszowie. Sytuacja jest dynamiczna, granice w każdej chwili mogą zostać zamknięte, ale kto ma chęci i ochotę, a przede wszystkim, kto chce poczuć zapach cyrku z dzieciństwa, niech odwiedza jeden z największych i najlepszych czeskich cyrków - Cirkus Aleš. Gwarantujemy, że nikt nie wyjdzie spod namiotu zawiedziony. Ogromne podziękowania za cudowną atmosferę składamy całemu Cyrkowi Aleš - przede wszystkim panu dyrektorowi Antoninowi Alesovi, który żyje cyrkiem każdego dnia, który ma w sobie mnóstwo energii i wigoru, i zaraża tym innych. Dziękujemy też pani dyrektor Hanie Alesovej, Antoninowi Alesovi jr i jego żonie Sandrze oraz oczywiście całej rodzinie Lanik i Klaunowi Mario. Jako ciekawostkę dodamy, że rodzina Aleš podróżowała ze swoim cyrkiem po Polsce w latach 90. pod nazwą "Arles". Pan Antonin Aleš bardzo miło wspomina ten okres. To naprawdę niezwykłe, że takie cyrki grają tak blisko polskich granic, zaledwie kilkadziesiąt, a czasem nawet kilkanaście kilometrów! Jest to najlepszy dowód na to, że sztuka cyrkowa nie zna granic, każdy bowiem może przyjechać i zobaczyć tak blisko Polski coś, co nie zawsze jest u nas dostępne, wtedy też uświadamiamy sobie, że granice istnieją tylko na mapie. Dziękujemy rodzino Aleš za super show i do zobaczenia kiedyś, kto wie, może w Polsce. Cirkus Aleš PRESZÓW 2020 kliknij i wejdź do galerii

  • Cyrk Zalewski - Pruszków 2019 | Portal cyrkowy KMC

    Premierowo w Cyrku Zalewski LUTY 2019 23 lutego 2019 r. słynny Cyrk Zalewski rozpoczął sezon 2019. Co prawda frekwencja była nieco niższa niż w latach ubiegłych, ale zadecydował o tym z pewnością mroźny dzień, mimo, że w namiocie było bardzo ciepło. Zapraszamy do lektury relacji z najnowszego spektaklu rodziny Zalewskich. Program rozpoczyna znany prolog z udziałem klauna, który mieliśmy okazję oglądać chociażby właśnie w Cyrku Zalewski w sezonie 2010, ale trzeba przyznać, że różni się on szczegółami. Kamil Zalewski po raz kolejny przygotował wielkie show iluzji, które składa się ze znanych nam tricków, aczkolwiek odświeżonych i z nowymi elementami. Na arenie obserwujemy także zupełnie nowy trick, którego wcześniej w Cyrku Zalewski nie mieliśmy okazji oglądać. Show jak zwykle żywe, energiczne, z rozmachem. Później zobaczymy jeszcze Kamila Zalewskiego w pokazie łączonym wielbłądów i koni. Kozy prezentuje młoda artystka Ewa. W programie możemy podziwiać aż dwa numery na sztrabatach - pierwszy w wykonaniu Bruna z Flying Michaels oraz drugi w wykonaniu Maćka Najmowicza przebranego za Spidermana. Oba występy są występami kompletnymi i bardzo dobrymi. Miło się je ogląda. Georgo Hromadko prezentuje dynamiczny, nowoczesny pokaz diabolo. Bardzo dobry występ, wręcz bezbłędny i na miarę cyrku XXI wieku. Jego partnerka, Vera Kopecka prezentuje równie dynamiczne i nowoczesne antypody. Kolejny ciekawy numer z mnogością tricków. Flying Michaels jeszcze muszą się dotrzeć i dojść do formy. Na razie jest poprawnie, ale podkład muzyczny zdecydowanie powinien być zmieniony. Wersja karaoke hitu pt. "Because I'm happy" nie wprowadza zbyt wiele dynamizmu. Niekwestionowaną gwiazdą widowiska jest wspaniały, jedyny, niepowtarzalny klaun Tonito Alexis. Komik inny niż wszyscy. Gdy wychodzi na arenę, czujesz się jakby witał cię we własnym domu i traktował jak starego, dobrego znajomego. Wszechstronnie uzdolniony - gra na trąbce, tańczy, śpiewa. Do tego prezentuje przewspaniały pokaz psa, który w dzisiejszych czasach doskonale pokazuje ideę cyrku ze zwierzętami. Jest to artysta, który nie czeka tylko na dniówkę, ale widać, że robi to z pasji. Niezwykle miły, kulturalny, ze świetnym poczuciem humoru, znakomicie improwizuje - najjaśniejszy punkt tego programu. W duecie ze Stefanią wykonuje bardzo dobry i humorystyczny pokaz transformacji. Finał tworzy laserowe show. Kamil Zalewski operuje laserami, a wszyscy artyści w pelerynach z fluorescencyjnymi obwódkami wchodzą i współtworzą wielkie laserowe show. Absolutnie współczesny i nowatorski finał, znany z "Iluzjonistów". W roku 2019 dyrekcja stworzyła przepiękny spektakl. To jest w stu procentach program zachodni, dość wymagający dla polskiego widza, zwłaszcza na mniejszych mieścinach. Niemniej, jest to program objazdowy na który polska widownia musiała długo czekać. Całego uroku dodają reflektory zamontowane na kwadropolach, zupełnie jak w Cyrku Arena. Oprawa 2019 świetlna była doprawdy wciągająca i oby została utrzymana. Można odnieść wrażenie, że program 2019 jest podzielony tematycznie na dwie części - pierwsza to cyrk tradycyjny, druga - cyrk przyszłości. Podczas występów w Pruszkowie toalety były bezpłatne. W przerwie dostępne były standardowe atrakcje dla dużych i małych. KOMPLETNY PROGRAM 2019 CYRKU ZALEWSKI Prolog - Tonito Alexis Wielkie show iluzji - Kamil Zalewski z zespołem Sztrabaty - Bruno Pokaz kóz - Ewa Pokaz psa - Tonito Alexis Antypody - Vera Kopecka Pokaz wielbłądów i koni - Kamil Zalewski Dinozaury na arenie PRZERWA Latające trapezy - Flying Michaels Sztrabaty - Maciej Najmowicz Diabolo - Georgo Hromadko Transformacje - Tonito & Stefania Laserman - Kamil Zalewski Laserowy finał - wszyscy artyści Cyrk Zalewski PRUSZKÓW 2019 kliknij i wejdź do galerii

  • Fővárosi Nagycirkusz- Latający cyrk 2019 | Portal cyrkowy KMC

    Latający cyrk, czyli relacja z odwiedzin Fővárosi Nagycirkusz WRZESIEŃ 2019 7 września 2019, jako jedni z ostatnich, zobaczyliśmy spektakl zatytułowany "Latający cyrk" Fővárosi Nagycirkusz w Budapeszcie. Był on wystawiany tylko do niedzieli, 8 września i warto podkreślić, że bilety na wszystkie pokazy zostały wyprzedane niemal tydzień wcześniej. Tak więc na sobotnim spektaklu o 11:00 zasiadł komplet widzów. Największą gwiazdą programu był najsłynniejszy klaun świata - Fumagalli i jego brat - Daris. Co tu dużo mówić - Fumagalliego i jego styl zna każdy - ciepły, rodzinny klaun. I tak też było. Szkoda jedynie, że włoskiego artysty nie było za dużo w widowisku - zaprezentował ze swoimi kompanami dwie pełne repryzy, a oprócz tego rozpoczynał i kończył program oraz uczestniczył w epizodzie z żyrandolem i akrobatką. Jak na artystę tego formatu, można go było bardziej "wykorzystać", ale to nie wina klauna, który jak zwykle spisał się na szóstkę z plusem. Jedynym pokazem ze zwierzętami w tym programie budapesztańskiego cyrku jest pokaz psów w wykonaniu Jany Posny z Niemiec, ale za to jakich psów - pudli przeróżnej wielkości i maści. Fajny, "lekki" pokaz, nie za długi, interesujący, słowem - idealny przykład współpracy człowieka i zwierzęcia. W tym momencie warto wyjaśnić, dlaczego czołowy węgierskie cyrk angażuje w swoim programie tylko jeden występ ze zwierzętami - otóż cyrk ten gra cztery różne programy rocznie, każdy musi się czymś wyróżniać i być oryginalnym. Stąd raz zwierząt jest mniej, raz więcej. Ostatecznie zależy to też od aktualnego dyrektora instytucji, który również ma swoją wizję i swoje preferencje. Poza tym na Węgrzech wszystkie objazdowe cyrki posiadają tak dużą liczbę zwierząt, że Fővárosi Nagycirkusz chce zaprezentować w końcu coś odmiennego. Jednym z najlepszych występów jest, ku zdziwieniu niektórych, show z udziałem małego sterowanego samolotu w wykonaniu Daniela Golla z Niemiec. Tak jest - show, nie pokaz, nie występ, tylko show, z konfetti i wstęgami. Do tego piękna oprawa, muzyka i śpiew na żywo, czynią ten występ lekkim, nieziemskim, dokładnie tak ulotnym jakim jest lot samolotem. Wciągający wykon nagrodzony wielkimi brawami. Współczesna alternatywa dla tradycyjnych cyrkowych pokazów. Na uwagę zasługuje również żonglerka, prezentowana jako pierwsza w widowisku przez Trio Sárközi z Węgier. Artyści mają swój styl, do perfekcji opanowali sztukę żonglerki, wykonują przeróżne tricki i to bezbłędnie, niemal z lekkością. Poezja dla oczu. W programie znalazł się także trapez waszyngtoński - Oleg Spigin - Rosja. Numer trudny, wymagający, a ostatecznie nagrodzony dużymi brawami, ale porównując do znanych nam doświadczeń, po prostu nie na takim poziomie jak ten prezentowany przez mistrzynię Elizabeth Axt. Lena Dolinskaya z Ukrainy prezentuje akrobacje na żyrandolu. Numer ten stoi przede wszystkim piękną oprawą. Artystka niewątpliwie prezentuje szeroki wachlarz umiejętności, czaruje publiczność, aczkolwiek żyrandol solo jest takim numerem w którym do pewnego momentu można zaprezentować klasyczne tricki i elementy, potem ich zasób się kończy. Zatem numer na wysokim poziomie, ale wiele jego elementów możemy zobaczyć w innych tego typu pokazach. Trio Dandy z Rosji to jeden z najmocniejszych punktów programu. Grupa prezentuje akrobacje na belce rosyjskiej. Klasyczny cyrkowy numer w nieco uwspółcześnionym wydaniu. Poszczególne akrobacje wydają się być niezwykle prostymi i lekkimi choć w rzeczywistości wymagają nadludzkich zdolności. Bez wątpienia artyści festiwalowi. I wreszcie Anastasia Trushina z Rosji czyli kontorsjonistyka na ławce. Numer ten jest bardzo oryginalny dzięki formie jego prezentacji, czyli właśnie stójkach zamontowanych na ławce. Piękny pokaz gibkości i zwinności. Miło się ogląda takie wykony. Rosyjskie Trio Arabey na koniec pierwszej części prezentuje ludzkie piramidy. Numer świetny i zmysłowy, stoi na wysokim poziomie. Każdy życzyłby sobie oglądać pokazy akrobatyki w takim wydaniu i takiej oprawie. Magiczny, czarujący występ! W programie 7 września o 11:00 zabrakło niestety balansu na kulach w wykonaniu mongolskiej trupy. W zamian zaprezentowano akrobacje na skakankach w wykonaniu tych samych artystów. I było to godne zastępstwo, bowiem numer ten zawiera w sobie małą opowieść, coś w stylu Cirque du Soleil. Absolutnie najwyższy poziom, skoki przez skakanki w 3-osobowej piramidzie - to robi wrażenie! Czegoś takiego nie zobaczymy w wykonaniu czarnoskórych akrobatów. ;) Podsumowując - program "Latający cyrk" idzie bardziej w stronę cyrku nowoczesnego niż tradycyjnego. Ale mimo, że program nowoczesny, to muzyka w 90 % tradycyjna, a i klaun klasyczny. Spektakl wyróżnia znakomita oprawa muzyczna i ciekawa gra świateł. Niestety, albo stety - wszystko zależy od tego na jakim tle się wypada, a porównując ten program do dwóch cyrków prowadzonych przez rodzinę Richterów, można stwierdzić, że kierownictwo stołecznego cyrku chwilowo osiadło nieco na laurach - program trwał 1 godzinę i 50 minut, nie było w nim wcześniej zapowiadanego numeru no i brakowało czegoś naprawdę spektakularnego, nietypowego, bowiem numery typu żonglerka, pokaz psów, skakanki, czy nawet belka rosyjska, są numerami dosyć często spotykanymi, aczkolwiek i one wykonywane były na mistrzowskim poziomie. Niemniej, jest to prawdziwy cyrk, prawdziwa sztuka, na którą nie szkoda żadnych pieniędzy. Jeżeli tylko ktoś ma okazję, warto się wybrać już nie na ten, ale na kolejne programy cyrku stacjonarnego w Budapeszcie. Doznania artystyczne w najlepszym tego słowa znaczeniu gwarantowane. Fővárosi Nagycirkusz LATAJĄCY CYRK 2019 kliknij i wejdź do galerii

  • Cyrk Zalewski - Kraków 2018 | Portal cyrkowy KMC

    Relacja z występu Cyrku Zalewski w Krakowie WRZESIEŃ 2018 Ponieważ krakowskie i tylko krakowskie występy słynnego Cyrku Zalewski są wzbogacone o dodatkowe atrakcje, zapraszamy Was do przeczytania relacji z dzisiejszego występu artystów na Krakowskich Błoniach o godzinie 15:30. Pogoda dopisała, było dość ciepło i słonecznie, a frekwencja pod namiotem równa była prawie kompletowi, co powinno być satysfakcjonujące, przecież cyrk zagościł w drugim co do liczby mieszkańców polskim mieście. Warto przypomnieć, że "Zalewski", w odróżnieniu do poprzedniego roku, nie był jedynym cyrkiem jaki odwiedził w obecnym sezonie stolicę Małopolski. W kwietniu uczynił to Cyrk Safari, a 2 tygodnie przed nim - Cirque du Soleil. W tym roku krakowianie mogli po raz pierwszy u siebie zobaczyć oryginalny występ rodowitego krakowiaka - balans na krzesłach Maćka Sokołowskiego (rok temu numer ten został wycięty). Za to Duet Claudio wykonał jedynie persz kołowy, nie było numeru acro. Dwoma dodatkowymi numerami był pokaz trzech psów border colie czeskiej artystki Zuzanny Smahy, mamy Petra Smahy oraz pokaz ekwilibrystyki w wykonaniu 13-letniej Leny Davidenko, która przed trzema laty występowała w trio na Festiwalu Cyrku Korona. Psy wykonują wiele oryginalnych tricków jak bieganie slalomem między pachołkami, czy łapanie kilkunastu frisbee pod rząd. Występ jest dość długi i widać tu chęć współpracy ze strony artystki. Niestety pieski cały występ szczekają, co poniekąd zagłusza cały występ, a niektóre tricki wykonują niezbyt dokładnie. Mistrzowski jest natomiast pokaz ekwilibrystyki na stoliku w wykonaniu 13-letniej dziewczynki. Piękny, wzruszający występ, absolutnie najwyższy poziom i to już w tak młodym wieku! Wielki szacunek i uznanie, takie numery to rzadkość w cyrku, największe festiwalowe areny stoją przed tą artystką otworem. Nic dziwnego, że publiczność pożegnała Ukrainkę wielkimi owacjami. Cały występ trwał 2,5 godziny i widać już w nim polskie festiwalowe podejście. W porównaniu do dotychczasowych sezonowych występów w roku 2018, dopieszczona została oprawa świetlna, jest więcej rozbłysków i więcej dynamicznych zmian, a także więcej barw na arenie. Ale nie tylko to się zmieniło. Podczas pokazu na linie, artyści wchodzą na górę po nachylonym drucie już z obu stron publiczności, a nie tylko z jednej jak to miało miejsce przez większość sezonu. Również konie palomino, choć niemłode, to zaczęły bardzo ładnie pracować na arenie i dziś był to zupełnie inny pokaz od znanego z ostatnich miesięcy. Piruety były wykonywane dokładnie i przez wszystkie konie, stójki były długie i udane. Pokaz został nieco zmodyfikowany, nie ma walca, który już zwierzętom nie wychodził. Teraz ogląda się to zdecydowanie lepiej. Wielbłądy natomiast w Krakowie wyszły w festiwalowych, biało - złotych kapach. Toalety były bezpłatne. Nic więc dziwnego, że na finale miały miejsce owacje na stojąco. Było za co, bo tegoroczny program Cyrku Zalewski ogólnie jest najmocniejszym co najmniej od roku 2012, a w wydaniu krakowskim efekt końcowy okazał się być jeszcze lepszy. I to wszystko za śmieszną w tym ujęciu cenę 30 złotych. Program, który bez wstydu można by zaprezentować na rynku niemieckim, jak wiemy, bardzo wymagającym. Dyrekcji należą się w tym miejscu duże brawa i podziękowania, bo tegoroczny spektakl generalnie jest odbierany bardzo pozytywnie, a dzięki takim dodatkom jak Kraków, śmiało można utwierdzić się w przekonaniu i powiedzieć, że Cyrk Zalewski to sztuka prawdziwa. Cyrk Zalewski KRAKÓW 2018 kliknij i wejdź do galerii

  • Fővárosi Nagycirkusz - Cyrkowi sąsiedzi | Portal cyrkowy KMC

    Fővárosi Nagycirkusz - relacja z wizyty LUTY 2017 18 lutego 2017 r. nasza redakcja odwiedziła Fővárosi Nagycirkusz - stacjonarny cyrk w Budapeszcie istniejący nieprzerwanie od 1889 roku. Zachęcamy do lektury relacji z tej wizyty. Do 19 marca włącznie cyrk wystawiał spektakl, który był bardzo tematyczny. Wzięli w nim udział artyści z Węgier, Rumuni, Austrii, Czech, Słowacji, Serbii, Ukrainy, Chorwacji i Polski. I to właśnie kraje pochodzenia artystów były motywem przewodnim programu. Przed każdym występem pochodzącym z innego kraju wyświetlany był krótki filmik promujący każde państwo (podobnie jak na Eurowizji). Mogliśmy na nim zobaczyć najbardziej charakterystyczne miejsca każdego regionu, a na końcu video usłyszeć zdania: "Kocham cyrk. Kocham Budapeszt" w językach wszystkich krajów z jakich pochodzą artyści, również z Polski. Następnie można było usłyszeć muzykę folklorystyczną i zobaczyć ludowe tańce wywodzące się ze wszystkich tych krajów, a tańczone przez cyrkowych tancerzy. Następnie występował artysta ze swoim numerem. Co chwila konferansjer w osobie białego klauna powtarzał hasło przewodnie widowiska: "Kocham cyrk" i wielokrotnie powtarzał je razem z widownią. Podczas spektaklu wiele razy podkreślana była także wielowiekowa tradycja cyrku i jego korzenie. Przejdźmy do opisu samych numerów, a tych na arenie nie brakowało. Program był naszpikowany atrakcjami, a wszystko to przy akompaniamencie 6-osobowej orkiestry. Spektakl, wraz z 10-minutową przerwą trwał 2,5 godziny. Cechują go wspaniałe efekty świetlne, bardzo dobre nagłośnienie no i oczywiście - świetna gra orkiestry. Spektakl rozpoczęła artystka znana polskiej publiczności - Helena Polach z Czech. Jej żonglerka rozgrzała wszystkich zgromadzonych i nadała tempo programowi. Trzeba przyznać, że artystka jest mistrzynią w tym, co robi. W stu procentach kontroluje każdą piłkę znajdującą się w powietrzu, w ręce, czy nad nogą. Profesjonalny występ bez ani jednej wpadki. Jako drudzy na arenę wkraczają artyści, którzy w przeszłości występowali w "Zalewskim", "Arenie" i "Arlekinie" - mowa o Duecie Szeibe. Ich obecny wykon został nieco skrócony w porównaniu do tego prezentowanego jeszcze 3 - 4 lata temu. Niemniej robi on na widzach spore wrażenie, a ci odwdzięczają się gromkimi brawami. Widzowie zostają w Polsce, bo oto na arenę wkracza Duet Jednoróg i ich wspaniałe pieski, które mają do perfekcji opanowaną każdą ewolucję i sztuczkę. Występ bardzo dobry, energiczny, bez żadnych pomyłek. Zwierzęta są świetnie ułożone, miło ogląda się takie pokazy. Henrik Veres z Węgier na arenie prezentuje żonglerkę piłkami, których jest naprawdę sporo. Wszystko to przy mocnym podkładzie muzycznym, wybuchach ogni i dysz z wodą. Występ dobry, aczkolwiek mamy tutaj trochę do czynienia z przerostem formy nad treścią, ponieważ choreografia, taniec i akcenty muzyczne zajmują chyba więcej czasu niż same tricki, których wcale nie ma tak dużo. Niemniej, numer na pewno wart pokazania w tak ważnym miejscu jakim jest Fővárosi Nagycirkusz Teraz pora na absolutnie fantastyczny i spektakularny występ - na arenę wkracza Adriana Folco - Knie, która przed widownią prezentuje własne, ponad 15-minutowe show konne. Są konie, koniki i kuce. Podczas tego fascynującego pokazu, Adriana kilkakrotnie zmienia ubiór, prezentuje pokaz jednego konika, wyższą szkołę jazdy i tresurę sześciu białych koni, które biegają, wykonują stójki, kłaniają się, przebiegają przez wielkie obręcze. To prawdziwy hołd złożony klasycznemu cyrkowi, odbywający się przy znakomitej muzyce, najpierw klasycznej (m.in. Marsz Radeckiego), a potem monumentalnej, podkreślającej ogrom pracy włożony w przygotowanie tak wyjątkowego pokazu. To trzeba zobaczyć! Widownia bije brawa, gwiżdże, wręcz nie pozwala Adrianie rozstać się z areną. Jeden z najmocniejszych punktów programu. I znów na arenie pojawia się Duet Jednoróg. Tym razem ring-trapez i śnieżnobiałe gołębie. Występ na najwyższym poziomie artystycznym, a w połączeniu z odpowiednią muzyką i oprawą świetlną tworzy show na miarę światowych aren. Tym razem publiczność żegna artystów dużo goręcej niż za pierwszym razem. Jelena Znaor z Chorwacji prezentuje klasyczne tricki z hula-hopami. Numer "świeży", w pięknej oprawie, ciekawy i łączący publiczność, bowiem podczas jej występu obsługa rozdaje dzieciom mniejsze kółka, zaprasza na arenę i zachęca do wspólnego tańca, wszystko przy występującej na środku artystce, która ewidentnie przypadła do gustu również dorosłej części publiki. I ten bardzo rodzinny, sympatyczny występ kończy pierwszą część widowiska. Drugą część rozpoczyna znakomita, 6-osobowa ukraińska grupa Yarov, prezentująca persze, które śmiało mogłyby się znaleźć na arenie w Monte Carlo. Jednym z najciekawszych numerów jest seria podrzutów rekwizytu ze znajdującą się na szczycie artystką pomiędzy członkami zespołu. Wszystko to na sporych odległościach. Momentami akrobacje przypominają też palot dolny. Bardzo wymagający i trudny numer, ale tak charakterystyczny dla Wschodu. Duo Fabulous z Ukrainy prezentuje gry ikaryjskie przy bardzo żywej muzyce. Oprawa całego numeru jest zdecydowanie modernistyczna. Tricki trudne, ciekawe, robiące wrażenie. Teraz przychodzi czas na sztrabaty i Duo Romance z Rumunii. Ten romans i miłość widać na arenie nawet z najdalszego rzędu. Przepiękna oprawa numeru, muzyka, ale przede wszystkim - niezwykle karkołomne tricki, śmiało można powiedzieć, że niewiele więcej da się pokazać na sztrabatach w duecie. Ten występ również nadaje się na arenę w Monte Carlo, co więcej - jesteśmy pewni, że zdobyłby jedną z głównych nagród. Kwintesencja sztuki cyrkowej, akrobacji napowietrznych. Wielkie brawa! Duo Nonstop z Ukrainy wykonuje ekwilibrystykę na... felgach w połączeniu z elementami gimnastyki akrobatycznej. Kolejny szalenie trudny numer, a momentami wydaje się, że to, co artyści robią na arenie jest dosłownie niemożliwe! Tutaj dochodzimy do pierwszej z dwóch wad obecnego spektaklu budapesztańskiego cyrku. Na arenę wchodzi Valerijana Anamaria Sliva z Serbii i jej psy. Występ ładny, ciekawy, na wysokim poziomie, ale trochę bez sensu, bo przecież tresura psów już była, w pierwszej części w wykonaniu Duetu Jednoróg. Wreszcie nadchodzi czas na Rippel Brothers z Węgier, którzy na platformie, kilka metrów nad ziemią, wykonują numer "hand to hand"! To dosłownie balansowanie na krawędzi, jeden nieodpowiedni ruch i spadasz. Akrobacje szalenie ciężkie ale i robiące piorunujące wrażenie na zebranej publiczności. Wszystko to przy czterech gimnastyczkach stojących w narożach platformy i wykonujących dodatkowe akrobacje. Program kończy Katarina Sebestyenova ze Słowacji. Wykonuje ona najpierw akrobacje w trapezie kołowym, a chwilę potem wpada do kuli z wodą w której prezentuje dalsze umiejętności. Po tym numerze następuje finał. Wszyscy artyści żegnają się z widownią, a na arenę wkraczają dwie słonice Adriany Folco - Knie. Co ciekawe, w programie nie ma pokazu słoni, pojawiają się one tylko na finale. Wspominaliśmy o dwóch wadach programu. Drugą jest brak klauna! Co prawda konferansjer jest białym klaunem i wchodzi w interakcję z widownią, ale w spektaklu nie ma klasycznych repryz. Przypadek, czy celowy zabieg? Nawet bez tego program jest po prostu bardzo dobry, choć pamiętamy jeszcze lepsze widowiska, która odbywały się w tym miejscu. ;) Programy w Fővárosi Nagycirkusz wystawiane były od środy do piątku o 15:00, w soboty o 11:00, 15:00 i 19:00 oraz w niedziele o 11:00 i 15:00. Bilety zawsze są dostępne w bardzo przystępnych cenach. Są cztery kategorie cenowe. Wszystkie bilety w kategorii 3 kosztują, w przeliczeniu, 15 złotych!!! W kategorii drugiej dorośli płacą około 45 złotych, dzieci 36 złotych, a seniorzy 39 złotych. W kategorii pierwszej: dorośli - 57 złotych, dzieci - 39 złotych, seniorzy - 42 złote. Najlepsze miejsca kosztują: dla dorosłych 65 złotych, dla dzieci 45 złotych, a dla seniorów 48 złotych. Jak widać ceny są bardzo przystępne i w zasadzie nie ulegają większym zmianom, a stacjonarny cyrk w Budapeszcie nie ma ograniczeń co do numerów - bardzo często są tam słonie, lwy, latające trapezy, czy akrobaci na odskoczniach. Kupując w Internecie, otrzymujemy rabat w wysokości 5 % na każdy rodzaj wejściówki. Mały popcorn, który jest większy niż największe w polskich cyrkach, kosztuje 7 zł, a duży - 14. Oprócz tego w dwóch bufetach można kupić słodkości i napoje. Cyrk prowadzi sprzedaż gazetek informacyjnych w cenie ok. 4,5 zł. Co najciekawsze - Fővárosi Nagycirkusz poleca na ostatniej stronie wszystkie węgierskie cyrki godne uwagi! Co jeszcze ciekawsze, cyrk ten promuje cyrki z krajów z których pochodzą artyści w spektaklu. I tak, na stronie poświęconej Polsce można przeczytać liczne ciekawostki o naszym kraju, zobaczyć stare polskie plakaty cyrkowe oraz zdjęcia i loga cyrków "Zalewski" oraz "Korona"! Cała ekipa cyrku znakomicie włada językiem angielskim i nie ma najmniejszych problemów, jeżeli chcemy kupić bilet, popcorn, czy pamiątkową broszurę. Toalety są oczywiście bezpłatne. Widzów w 90 % obsługują kobiety, mężczyźni tworzą ekipę techniczną, która obsługuje arenę. Podczas spektaklu o godzinie 15:00 widownia była zapełniona w 85 %, a liczy ona 1450 miejsc. Dzień wcześniej na program przyszło nieco mniej widzów. Pokazuje to tylko jak dużą popularnością cieszy się cyrk na Węgrzech. Co więcej - należy dodać, że w najbliższym czasie (stan na luty 2017) Budapeszt będzie bardzo cyrkowym miastem, bowiem już w połowie marca swoje tournee rozpoczyna tu Magyar Nemzeti Cirkusz, a w maju do stolicy kraju zawita Cirque du Soleil ze spektaklem "Varekai". Fővárosi Nagycirkusz to jedno ze schronień najprawdziwszej sztuki cyrkowej. Jeżeli chcesz zobaczyć kwintesencję cyrku za bardzo przyzwoitą cenę w centrum miasta, koniecznie wybierz stacjonarny cyrk budapesztański. W środku znajdziemy historię i zdjęcia włodarzy cyrku, a na samoprzylepnych karteczkach każdy widz może napisać swoje wrażenia no i oczywiście to, że kocha cyrk! Oby Fővárosi Nagycirkusz nigdy nie przestał nas zaskakiwać. Fővárosi Nagycirkusz CYRKOWI SĄSIEDZI 2017 kliknij i wejdź do galerii

  • Cirque du Soleil - Ovo Kraków 2018 | Portal cyrkowy KMC

    Relacja ze spektaklu "Ovo" KWIECIEŃ 2018 14 kwietnia 2018 r. obejrzeliśmy "Ovo", jedną z produkcji Cirque du Soleil. Pozwólcie, że podzielimy się z Wami spostrzeżeniami na jej temat. Podczas spektaklu widownia była zapełniona niemal do ostatniego miejsca. Fotografowanie i filmowanie jest jak najbardziej dozwolone. Przed rozpoczęciem widzowie proszeni są o nie chodzenie po widowni i nie wychodzenie z sali podczas trwania spektaklu. Spektakl razem z 20-minutową przerwą trwa 2 godziny i 10 minut, a w holu tradycyjnie można kupić gadżety "du Soleil", tradycyjnie w dziwnie wysokich cenach, przykładowo brelok za 35 zł czy płyta z muzyką za 80 zł. W ofercie widnieje także folder pamiątkowy za 60 zł, którego jednak w sprzedaży nie było. Nie będziemy opisywać dokładnie i po kolei wszystkich występów, a skupimy się na meritum sprawy. Przede wszystkim spośród wszystkich pokazów tak naprawdę około pięciu zasługuje na szczególną uwagę. Reszta jest ładnie opakowanym, przyzwoitym poziomem. Co jak co, ale "du Soleil" ma przepiękne stroje, światła i muzykę, i tego mu nie można odmówić, jednak bardziej rasowy widz zwraca uwagę na to, co w środku, co reprezentują sobą poszczególni artyści i co umieją. Numery naprawdę warte uwagi to: -sztrabaty wykonywane w duecie, bardzo zmysłowy, romantyczny numer, z trudnymi elementami. Są obrywy, piruety, szpagaty, widać, że artyści bardzo dużo pracy włożyli w to, by opanować tak skomplikowany układ, który z całą pewnością nadaje się na arenę w Monte Carlo -palot niski to numer widowiskowy sam w sobie, ten w Cirque du Soleil nie odstaje od innych tego typu numerów, są różne kombinacje, wszystko robi wrażenie, szkoda tylko, że tak krótki (4, maks. 5 minut) -diabolo to numer, który z początku nie wychodzi ponad przeciętność, ponieważ tricki prezentowane przez artystę z jedną szpulą można zobaczyć praktycznie wszędzie, ale gdy dochodzą dwie, trzy, a nawet cztery szpule, robi się bardzo ciekawie i nie każdy jest w stanie tak opanować ten rekwizyt. Duże brawa. -luźna lina pozioma to numer prezentowany przez niesamowitego Li Wei, artystę znanego z Festiwalu w Monte Carlo, kto wie czy to nie najmocniejszy punkt programu, bo to, co wyprawia ten artysta, w głowie się nie mieści, trudno nam przywołać na myśl jakiegokolwiek innego artystę na świecie, który robi takie rzeczy! Występ z Monte Carlo do zobaczenia TUTAJ . W takich chwilach szkoda jest tego, że Cyrk Słońca nie przedstawia z imienia i nazwiska swoich artystów. -batut połączony ze ścieżką akrobatyczną kończy program i również jest mocnym numerem. Duża gama figur, skoków, salt tworzy żywiołowy spektakl. Jednakowoż, tricki wykonywane na batucie nie są jakieś unikatowe. Wiele z nim mogliśmy obejrzeć podczas zeszłorocznej edycji Festiwalu Cyrku Zalewski. W numerze tym również jest wykorzystywana ściana, ale ustawienia nie pomiędzy trampolinami, a obok nich. Reszta, z całym szacunkiem dla artystów, jest ładnie opakowanym pudełeczkiem "zwykłości". Przykładowo - grupowy numer antypody. Jego mocną stroną jest tylko to, że jest wykonywany właśnie w grupie i synchronie, bo elementy jakie są tam pokazywane to głównie podstawy tej dyscypliny, które każdy lepszy artysta musi opanować. Nie ma nawet żonglowania dwiema tubami na raz. Podobnie kontorsjonistyka. Może być, ale dużo bardziej zjawiskowa i uwodzicielska jest chociażby Węgierka Elizabeth Axt! W "Ovo" pani po prostu "fajnie" się wygina, nic więcej. Gdyby nie oprawa i kostium, w zwykłym cyrku numer przeszedłby bez żadnego echa. Również akrobacje na linach są "zwykłe". Wszystko poprawnie wykonane, ładnie wykończone, ale nie ma w tym pokazie nic nadzwyczajnego, a poprzedzająca je etiuda na szarfach jest po prostu "dyndaniem" artystki. Można odnieść wrażenie, że akrobatka dopiero debiutuje na cyrkowej arenie. A co z klaunami? Są, ale trochę jakby ich nie było, zwłaszcza w pierwszej części w której nie ma klasycznych repryz, a raczej żarty sytuacyjne. W drugiej połowie dwie repryzy przyciągają oko i są naprawdę śmieszne. Jednak oprawa komiczna w "Ovo" nie może konkurować chociażby z tą jaka była w "Quidam". Bardzo ładny i kolorowy jest finał. Pojawia się konfetti, jest żywa muzyka. Dobre zakończenie programu. Antypody, akrobacje na linie, na szarfach, diabolo, kontorsjonistyka, batut to numery, które możemy nieustannie oglądać w Polsce i to w przeróżnych odmianach, często bardzo dobrych. Czy więc naprawdę spektakle "du Soleil" są aż tak wyjątkowe? Podsumowując: Oczywiście "Ovo" na większości widzów zrobi wrażenie, ale głównie dlatego, że żyjemy w Polsce i nie mamy większego porównania tego co oferuje nam Cyrk Słońca z naprawdę wielką sztuką jak to jest w Niemczech czy we Francji. Dzieci po programach wychodziły zdecydowanie znudzone i bez emocji na twarzach, bardziej od nich byli podekscytowani rodzice, którzy na siłę przekonywali, że "cyrk był fajny". Inni nie kryli drobnego rozczarowania, jeszcze inni mieli mieszane uczucia. Czy program jest wart swojej ceny? Zdecydowanie nie. Bilety raczej powinny kosztować przez pół, żeby powiedzieć, że były to dobrze wydane pieniądze. Kiedyś chodziła ogólna opinia, że to "Quidam" był najsłabszą produkcją Cirque du Soleil. Tak się składa, że obejrzeliśmy i "Quidam", i "Ovo", i możemy stwierdzić, subiektywnie ale jednak, że "Quidam" miał w sobie tą ikrę i naszym zdaniem - prezentował numery na wyższym poziomie artystycznym. W "Ovo" ma się wrażenie, że organizatorzy próbują ukryć mieszany poziom występów za kolorowymi kwiatkami, liśćmi, czułkami i innymi leśnymi atrybutami. W starciu z produkcjami takich gigantów jak "Knie", "Arlette Gruss", "Krone", "Bouglione", "jajo" raczej poległoby. Niemniej, ciężko polemizować z tym, że w Polsce na co dzień trudno spotkać widowisko cyrkowe na takim poziomie. Cirque du Soleil - Ovo KRAKÓW 2018 kliknij i wejdź do galerii

  • Circo Medrano - Kraków 2015 | Portal cyrkowy KMC

    Co słychać w "Medrano"? KWIECIEŃ 2015 Odświeżony Circo Medrano - tak można podsumować polską odsłonę włoskiego cyrku w sezonie 2015. Dlaczego tak? Dowiecie się w dalszej części artykułu. Na początku polskiej trasy, "Medrano" stacjonował w Krakowie. Tylko w tym mieście powieszono 300 plansz PCV, a na znakomitej większości słupów ogłoszeniowych znalazły się papierowe plakaty. Zainteresowanie występami było całkiem spore i jak twierdził cyrk, wszystko "wyszło na plus". I rzeczywiście - ludzie cały czas byli obecni przy kasie, oglądali też pasące się przed cyrkiem słonie. W roku 2015 cyrk z Włoch zaoferował aż trzy stoiska gastronomiczne - przywiózł ze sobą ogromny bufet, a oprócz tego jedzenie można było zakupić przy stolikach przed wejściem oraz w mniejszej przyczepie. Oprócz tego nad orkiestronem pojawił się nowy napis "Medrano", mogący przybierać dowolne barwy. Można rzec, że spektakl Circo Medrano w roku 2015 był jeszcze lepszy od poprzedniego - w roku 2014, z wyjątkiem kuli śmierci, był to cyrk bardzo klasyczny. W tym roku wielkimi krokami wkradła się nowoczesność, co widać w niektórych numerach i w tłach muzycznych. Fenomenalny jest występ brzuchomówcy - Kevin Huesca 2 miesiące ćwiczył bardzo długi monolog po polsku! Artysta znakomicie prowadzi swój skecz na arenie po polsku, zapraszając do zabawy uczestników z widowni. Jest dużo nowych numerów i praktycznie żaden się nie powtarza, bo w każdym z poprzedniego roku został zmieniony układ, tricki, czy muzyka. W roku 2015 "Medrano" jeszcze bardziej podkreślał to, że jest z Włoch, np. licznymi włoskimi utworami, np. "Volare" do którego występowała Stefany Hones na trapezie. Ale to nie koniec. Co prawda nie w Krakowie, ale w kolejnych miastach widzowie zobaczyli jeszcze więcej - pojawił się Klaun Vladi Rossi. Ponadto przyjechał włoski treser, który zaprezentuje na arenie kolejną tresurę - tygrysy. Dziękujemy polskim przedstawicielom Circo Medrano za gorące przyjęcie. Circo Medrano KRAKÓW 2015 kliknij i wejdź do galerii

  • Circus Manuel Weisheit - 2018 | Portal cyrkowy KMC

    Z wizytą w cyrku rodziny Weisheitów SIERPIEŃ 2018 9 sierpnia 2018 odwiedziliśmy niemiecki Circus Manuel Weisheit stacjonujący w górskiej miejscowości Titisee - Neustadt. Był to pierwszy spektakl ze wszystkich zaplanowanych w tym mieście. Zapraszamy do lektury naszych wrażeń. "Manuel Weisheit" to cyrk całkowicie rodzinny. Duża rodzina Weisheitów robi tu wszystko - od występów, przez obsługę gości po reklamę i budowę cyrku. Trzeba przyznać, że cyrk ma bardzo ładne materiały reklamowe. Ponadto na ulotkach widnieje informacja o 250-leciu cyrku europejskiego, a przy wejściu w kasie wisi banner informujący, że prawdziwy cyrk, to cyrk ze zwierzętami. Cyrkowe miasteczko nie jest takie małe, bowiem składa się z 4-masztowego namiotu, stajni dla zwierząt wraz z boksami i wybiegami oraz licznych przyczep i ciągników. O ile ciągniki są jeszcze nowszego typu, to same przyczepy, oprócz klasycznych campingów, są typowymi cyrkowymi wozami, spokojnie pamiętającymi XX wiek. Ale są bardzo dobrze zakonserwowane i na bieżąco malowane. Co ciekawe, pod namiotem jest prawdziwa perkusja. Gwoździem programu jest pokaz czterech tygrysów syberyjskich, które prezentuje jedyny artysta zatrudniony "z zewnątrz" - Sascha Prehn . Potężne koty są wspaniale wypielęgnowane, a ich futro jest po prostu piękne. Na arenie wykonują bardzo dużo różnych tricków od przeskoków, leżenia przez turlanie, skoki przez obręcz po stanięcie na tylnych łapach. Pokaz jest bardzo profesjonalny, zwierzęta są dobrze ułożone i słuchają się trenera, wystarczy, że ten wyda im słowną komendę. Naprawdę dobre, porządne show, które jednocześnie pokazuje świetną relację człowiek - zwierzę. Drugim najmocniejszym punktem programu są akrobacje napowietrzne na pierścieniach wykonywane przez czterech braci Weisheit . Od razu widać, że młodzi akrobaci zdobywali doświadczenie i umiejętności w rodzinnym cyrku, niemniej jest to numer o wysokiej trudności tricków, wymagający potężnej siły i rozbudowanych mięśni, umiejętności tych artystów są znacznie ponadprzeciętne. Świetnie zobaczyć coś takiego. Z ciekawszych numerów warto wymienić jeszcze sprężynę slinky wykonywaną przez Janette Weisheit , który wcale nie jest kiczowatym numerem, a pokazem umiejętności opanowania własnego ciała jak i kostiumu. Uwagę przykuwa także kobieta - guma, czyli Josephine Weisheit. Pokaz zawiera wiele typowych tricków dla tego numeru, a jednocześnie miło się to ogląda. Również hand to hand w wykonaniu Kevina i Davida Weisheitów to dobry pokaz, pokaz siły i precyzji. Również tutaj widać naukę w warunkach domowych, może numer nie jest tak dobry jak chociażby Duetu Focus, ale jak najbardziej nadaje się na arenę takiego cyrku. Oprócz tygrysów nie mogło oczywiście zabraknąć pokazów innych zwierząt. Były kuce, tresura duży i mały (Dominik Weisheit ) oraz wesoły pokaz kaczek - Klaun Dave. Ptaki naprawdę dużo umiały - wchodziły i wychodziły z przyczepki, biegały dookoła areny, zjeżdżały ze zjeżdżalni i przechodziły pod płotkami. Numery dobre, aczkolwiek przeciętne, wymagające jeszcze wiele pracy to szarfy (Jaqueline Quaiser & Jessy Weisheit ) i trapez kołowy. Hula-hoop prezentowany przez Jaqueline Quaiser to dobry występ, bez fajerwerków, ale przystępny dla widza. Natomiast jego oprawa jest co najmniej nietrafiona, ponieważ jest utrzymana w stylu orientalnym, z pochodniami i połykaczami ognia i choć brzmi to całkiem dobrze, to na żywo wygląda gorzej dla wprawnego oka. Tutaj aż się prosi o uwspółcześnienie tego numeru, jakiś rockowy lub popowy podkład i strój typu jeansy. W zasadzie najsłabszym numerem była żonglerka prezentowana przez braci Dominika i Jessy Weisheita . Widać, że chłopcy dopiero uczą się tego numeru, na arenę co chwila spadają kółka i maczugi, numer jest krótki, zaraz po nim ci sami artyści przechodzą do groteski akrobatycznej, która wychodzi im już znacznie lepiej i sprawia, że schodzą z areny z oklaskami. Nie sposób zapomnieć o klaunie. Tutaj to Dave . Ma naprawdę piękny frak i dość znane repryzy. Pięknie otwiera programu i bawi widzów, ale tylko w pierwszej części programu, w drugiej nie pojawia się w ogóle. Program wraz z 10 - 15 - minutową przerwą trwa godzinę i 45 minut. Nie ma parady pożegnalnej. W trakcie przerwy widzowie mają możliwość zwiedzenia cyrkowego zwierzyńca za 2 euro, a w ramach wejścia każdy może samodzielnie nakarmić kostką mięsa wielkie tygrysy. Na tyłach cyrku widzowie mogą zobaczyć także małego, białego lwa, kuce, konia, lamy i oczywiście kaczki. Przejażdżka kucykiem to również koszt 2 euro. Za co wyróżnić należy ten cyrk? Za może stary, ale zadbany tabor, za piękne materiały reklamowe, za 100 - procentową muzykę cyrkową, za klimat pod namiotem, który stwarzają trociny wysypane na arenie, dymiarka, punktak, nowoczesne LEDy, podświetlane bandy i przede wszystkim - za rodzinę! Widać, że rodzina Weisheit podróżuje razem, bo chce, a nie musi. Jej członkowie są wszechstronnie uzdolnieni i nawet jeżeli czasem nie są w czymś perfekcyjni, to widać, że sezon spędzają na występach i licznych, licznych próbach. Jest wiele lepszych cyrków od "Manuel Weisheit" i spokojnie takimi cyrkami są "Korona", "Arena", "Zalewski", ale warto odwiedzić i ten niemiecki cyrk, gdyż zna on swoje miejsce, nie wjeżdża do wielkich miast w Niemczech, prezentuje uczciwy program w przyjaznej atmosferze, czuć po prostu w nim cyrkowego ducha i cyrkową tradycję, i oby takich miejsc nigdy nie zabrakło. Circus Manuel Weisheit TITISEE - NEUSTADT kliknij i wejdź do galerii

  • Cirkus Aleš - Stropkov 2019 | Portal cyrkowy KMC

    Gdzie tradycja łączy się ze współczesnością - relacja z wizyty w Cirkus Aleš CZERWIEC 2019 Zapraszamy do przeczytania relacji z wizyty w czesko - słowackim Cirkus Aleš, który nasza redakcja miała okazję odwiedzić podczas postoju w słowackim Stropkovie. Cirkus Aleš z pewnością znany jest Wam jako cyrk z pięknym, dużym namiotem i jeszcze bardziej zadbanym taborem. Taki też stan rzeczy zastaliśmy na placu na którym czerwone wozy dumnie prezentowały się okolicznym mieszkańcom, a na trawersie królował napis "Aleš". Zatem z zewnątrz miasteczko prezentuje się jak na najprawdziwszy cyrk przystało. Jest bogato, zadbanie, z klasą. Lecz najważniejszym punktem każdej wizyty w cyrku jest oczywiście program. Aby nie przeciągać i nie zanudzać, opiszemy najciekawsze punkty programu. Programu, który już nie pierwszy raz jest na wysokim poziomie, bogaty, angażujący sławnych artystów, m.in. po Festiwalu w Monte Carlo. A skoro artyści z Monte Carlo to rodzina Gartner, której pokaz tresury czterech słoni jest niewątpliwie gwoździem programu. Piękno, gracja, elegancja. Wspaniały pokaz współpracy człowieka i zwierzęcia. Widać było doskonałą nić porozumienia między słoniami, a ich trenerami, wszystko odbywało się na arenie w sposób naturalny, nie było ani sztuczne, ani wymuszone. Kwintesencja klasycznego cyrku ze zwierzętami, pokaz, którego zobaczenie życzymy każdemu i każdej z Was. Ale rodzina Gartner wykonuje także drugi pokaz na arenie czeskiego cyrku. Jest nim hand to hand w wykonaniu aż czterech akrobatów. Pokaz zawierający wiele trudnych tricków, bez potknięć, na wysokim poziomie. Podziw budzi poziom opanowania akrobacji przez najmłodszych z członków rodziny. Świetna prezencja, świetny numer. Kolejnym mocnym punktem programu są akrobacje na odskoczniach w wykonaniu uczestników Festiwalu w Monte Carlo, rodziny Lanik. I znów na arenie widzimy piękny obrazek na którym to kilka pokoleń artystów cyrkowy wykonuje akrobacje w tradycyjnych strojach. A tricki nie są łatwe. Są skoki na dwóch i na jednym szczudle, skok na krzesło, salta. Nie dziwi więc, że pokaz znalazł się na końcu widowiska. Rodzina Lanik zasługuje także na wyróżnienie za dwa kolejne numery, czyli grupową żonglerkę - klasyczny numer cyrkowy w którym to mamy żonglowanie z partnerem, czy żonglerkę ze staniem na ramionach partnera. Numer dynamiczny i godny uwagi. Podobnie jak dosyć oryginalny i szalenie wymagający numer - persz. Jednakże persze prezentowane są w dwóch duetach. A zatem dwójka artystów na dwóch oddzielnych rekwizytach wykonuje synchronicznie akrobacje, natomiast stalowe maszty dźwigają kolejne dwie osoby. I znów podziw budzi wachlarz umiejętności prezentowany tuż pod samą kopułą cyrku przez kilkunastoletniego artystę. Na specjalne wyróżnienie zasługuje również pokaz egzotyczny zatytułowany "Amazonki" ze stylizacją podobną do włoskiego "Medrano". Są afrykańskie tancerki, pochodnie, węże, wielbłądy, lama, bydło, a nawet struś afrykański! Do tego "tropikalne" oświetlenie przenosi widza w zupełnie inny zakątek kontynentu. Oprócz tych numerów widzowie na arenie mogli zobaczyć: pokaz tygrysów i białego tygrysa, wyższą szkołę jazdy, pokaz koni, pokaz kucy i kaczek i sprężynę slinky. Bawi Klaun Mario. W tytule napisaliśmy, że jest to cyrk łączący tradycję z nowoczesnością. I tak rzeczywiście jest, bowiem w programie znajdziemy absolutnie tradycyjne pokazy jak chociażby pokazy ze zwierzętami, czy żonglerkę, ale z drugiej strony na arenie widzimy sprężynę slinky, i dość współczesnego klauna, a słyszymy - nie tylko tradycyjną muzykę cyrkową, ale również covery znanych hitów. Wszystko opatrzone jest bogatą oprawą świetlną w postaci świateł LED i PAR, ale także dymu i lasera, a na końcu - konfetti. Show jest dynamiczne, bez przynudzania. Na widzów podczas przerwy czeka prawdziwa masa atrakcji - przejażdżki na kucykach, zdjęcia ze słoniem, jazda na karuzeli, zwiedzanie cyrkowego ZOO, ciepłe i zimne przekąski, napoje oraz wiele pamiątek Cirkus Aleš. Toalety są bezpłatne. Podsumowując, Cirkus Aleš to cyrk jaki wszyscy życzylibyśmy sobie zobaczyć w Polsce. Przenosi widzów w inny, cyrkowy świat. Niewątpliwie są jeszcze dużo lepsze cyrki od "Aleša", ale właśnie w tym czeskim cyrku widać wielopokoleniową tradycję cyrkową, a sam cyrk funkcjonuje jak dobrze naoliwiona maszyna, prezentując co roku zaskakujący programu z naprawdę znakomitymi nazwiskami. To zupełnie inny typ cyrku i widowiska niż te prezentowane w Polsce, idący bardziej w stronę cyrku włoskiego, trochę niemieckiego, ale ostatecznie - to styl czeski, trochę komediancki, trochę teatralny, trochę cyrkowy z dużą liczbą zwierząt w kraju, w którym już od września zaczną obowiązywać obostrzenia co do niektórych gatunków. Ale cyrk pozostaje cyrkiem tak długo jak to tylko możliwe, przynajmniej na Słowacji. Dziękujemy dyrekcji cyrku za gościnę. Tydzień później ponownie odwiedziliśmy Cirkus Aleš, tym razem jeszcze bliżej, bo w Svidníku, 12 km od polskich granic. Cirkus Aleš STROPKOV 2019 kliknij i wejdź do galerii

  • Cirkus Aleš - Žiar nad Hronom 2021 | Portal cyrkowy KMC

    Jedyni w swoim rodzaju - z wizytą u rodziny Aleš LIPIEC 2021 W ostatni weekend lipca trzeci rok z rzędu odwiedziliśmy jeden z największych czeskich cyrków, a na pewno największy cyrk na Słowacji i zarazem jedyny klasyczny w tym kraju - Cirkus Aleš. Były to odwiedziny pełne pozytywnych emocji, którymi chcemy się z Wami podzielić. Cyrk Aleš do soboty 31 lipca 2021 stacjonował w 20-tysięcznym mieście Žiar nad Hronom, które wyszło całkiem dobrze. Publiczność dopisała, zwłaszcza pierwszego dnia, gdy każdy płacił za bilet 7 euro. Wszyscy szli z bardzo pozytywnym nastawieniem na spektakl, a z jeszcze bardziej pozytywnym z niego wychodzili. "Aleš" na Słowacji to marka znana tak dobrze jak "Humberto" w Czechach, czy "Zalewski" w Polsce. Cirkus Aleš bardzo pięknie wkomponował się w urodę miasta. Rozłożony na zielonym placu położonym w dole głównej drogi, na tle gór porośniętych drzewami z bocianami krążącymi nad cyrkowym namiotem wyglądał naprawdę malowniczo. W momencie, gdy pisaliśmy ten artykuł, cyrk już stał złożony w mieście, a następnego dnia rano odbył się przerzut do oddalonego o 20 kilometrów Zvolenia w którym artyści gościli przez kolejne 2 tygodnie. Jednak Cirkus Aleš to nie tylko program, o którym za chwilę, ale także naprawdę wspaniali ludzie tam pracujący. Serdecznie dziękujemy całej ekipie cyrkowej za tak miłe przyjęcie, za uśmiech, żarty, rozmowę, wymianę spostrzeżeń. Ci ludzie naprawdę robią to co lubią, a robią to naprawdę dobrze! To Wy, droga ekipo z dyrekcją na czele, tworzycie klimat tego cyrku i jego charakter. 5 minut przed rozpoczęciem każdego spektaklu na arenę wychodzi dyrektor Antonin Aleš i w krótkim przemówieniu dziękuje widzom za wybór jego cyrku, za to, że kupują bilety, bo dzięki nim mogą utrzymać tak duży cyrk ze zwierzętami na czele, które stanowią podstawę każdego cyrku. W dalszej kolejności pan Antonin przekazuje widzom, że prawdziwy cyrk to cyrk ze zwierzętami i, że niestety przez głupotę słowackich polityków widzowie nie zobaczą na arenie słoni ani tygrysów, czyli największego magnesu dla publiczności. Jednocześnie informuje o możliwości obejrzenia cyrkowych tygrysów podczas przerwy w zwierzyńcu. Na koniec tego przemówienia publiczność nagradza dyrektora brawami. Wreszcie rozpoczyna się właściwa część show. Po krótkim przywitaniu zebranych gości przez Hanę Alešovą, na arenie pojawia się grupa żonglerów Lanik. W dynamicznym pokazie prezentują oni szeroki wachlarz swoich umiejętności w żonglerce grupowej. Tempo jest wysokie, a pomaga temu zarówno muzyka jak i doping publiczności. W występie zostały zawarte klasyczne dla żonglerki grupowej tricki, które ogląda się bardzo przyjemnie dzięki odpowiedniej oprawie świetlnej, ale też i dosyć współczesnym kostiumom artystów. Czuć pozytywną energię i jest to zdecydowanie idealny numer na rozpoczęcie programu cyrkowego, i nadanie mu właściwego tempa. A jeżeli jesteśmy już przy tempie, to w Cirkus Aleš od lat tworzy się programy dynamiczne, energiczne, takie na których publiczność na pewno nie przyśnie ani nie będzie ziewać. W zasadzie w widowisku nie ma numerów statycznych, nostalgicznych, wolnych, czy też sennych. Jest dosłownie dym i ogień, a pomiędzy solidne muzyczne kawałki i bajkowo kolorowe światła rozpływające się na sztucznej mgle. W te ramy idealnie wpisuje się cyrkowy klaun - Mario Jung, który sam twierdzi, że nie chce zanudzić publiczności przydługawymi repryzami, dlatego na Słowacji preferuje krótsze wyjścia, dzięki czemu uzyskuje większe skupienie widzów. Tak też istotnie jest. Publiczność do występów klauna bawi się bardzo dobrze, a Mario z pewnością integruje widzów i łączy spektakl w jedną całość. Dobra robota! Warto dodać, że Mario Jung pochodzi z wielopokoleniowej rodziny cyrkowej z tradycjami i doskonale zna nie tylko język czeski, ale też polski, węgierski i niemiecki. W tegorocznym programie można zobaczyć cztery wyjścia ze zwierzętami: kaczki prezentowane przez najmłodszego artystę cyrku, Tonicka Aleša; psy z którymi bawi się Sandra Alešova, pokaz zwierząt egzotycznych w wykonaniu Antonina Aleša juniora oraz konie, które prowadzi dyrektor cyrku, Antonin Aleš. Każdy z pokazów ma zupełnie inny charakter. Kaczki i mały Tonicek tańczący "kaczuchy" rozczulają, konie prowadzone przez doświadczonego artystę i chodzące jak w zegarku wzbudzają respekt. Psy są po prostu przecudne. Szalenie rwą się do pracy, ciągle jest im mało, Sandra wręcz musi je stopować, bo w przeciwnym wypadku zabiegałyby się na śmierć. Widać, że to kochają. Naprawdę mało jest pokazów z aż tak bardzo energicznymi pieskami, które wydawać by się mogło zaraz rozniosą całą tą arenę w pył. Pokaz zwierząt egzotycznych w którym biorą udział węże, wielbłądy, krowy, lamy i strusie afrykańskie to mini show ze wstępem tanecznym, choreografią, oprawą świetlną i specjalnie dobranymi strojami. Widzowie przenoszą się do dżungli, do świata Indiany Jonesa i podziwiają egzotykę. Rodzina Lanik jeszcze dwukrotnie pojawia się na arenie. Po żonglerce prezentuje spektakularny pokaz na stalowych masztach, czyli persze. Jest to naprawdę mocny i dosyć oryginalny numer, bowiem nie jest prezentowany tak jak zazwyczaj, czyli w duecie, a w trio - akrobatom towarzyszy jedna z najmłodszych artystek Cirkus Aleš, która jest jeszcze dziewczynką. Natomiast to co umie osiąga poziom dorosłych akrobatek. Poszczególne tricki prezentowane przez Lanikowich są naprawdę karkołomne, a biorąc pod uwagę, że w okresie wakacyjnym prezentowane są przy temperaturach przekraczających 30 stopni Celsjusza, to już od samego patrzenia robi się piekielnie gorąco! Jest moc, jest power. W drugiej części programu Grupa Lanik wychodzi jeszcze raz na arenę. Tym razem w asyście Klauna Mario i Antonina Aleša juniora prezentuje klasyczny cyrkowy numer - akrobacje na odskoczni. Na arenie królują salta i skoki na szczudłach. Perfekcyjne, bezbłędne wykonanie skutkuje dużymi brawami i uznaniem publiczności. Numer jest krótki, ale jakże esencjonalny. Wszystko to okraszone tradycyjnymi strojami i muzyką. Tegorocznymi zagranicznymi gośćmi są Kolumbijczycy - Mesa Brothers, którzy mają za sobą występy w Cirkus Humberto, a tego roku goszczą właśnie u rodzin Aleš. Prezentują dwa numery - wysoką linę poziomą i kulę śmierci. Lina zamyka pierwszą część spektaklu, chociaż równie dobrze mogłaby iść na finał. Numery tego typu zawsze niosą w sobie potężną dawkę emocji, adrenaliny i są po prostu spektakularne. Kolumbijczycy wykonują synchronicznie różne tricki na linie, m.in. stanie na krześle, skoki na skakance, stanie na głowie, czy taniec. Jest także skok nad partnerem. Wszystko to bez odrobiny zawahania, czy niepewności. Numer idzie gładko i profesjonalnie, a całość do bardzo współczesnej muzyki ogląda się niezwykle przyjemnie. W swoim drugim wyjściu, kuli śmierci idącej na finał, Mesa Brothers prezentują klasyczne kaskaderskie umiejętności. Punktem kulminacyjnym tego mini widowiska jest rajd rozpędzonych motocykli jedynie z zaświeconymi na niebiesko paskami LEDowymi. W programie możemy podziwiać dwa odmienne pokazy żonglerki - pierwszy rodziny Lanik, natomiast po przerwie przed widzami prezentuje się Antonin Aleš junior, który ze swoją żonglerką powrócił na arenę cyrku rok temu. W porównaniu z sezonem 2020 występ ten nie uległ zmianie i tak jak wiele poprzednich ma w sobie nutę współczesności w postaci tak stroju jak i muzyki. Żonglerka piłkami footballowymi to numer zawsze interesujący chociażby ze względu na to, że przedmiot żonglowania widać doskonale nieważne jak daleko by się siedziało. Brawa dla Antonina za opanowanie tak trudnej sztuki żonglerki! Wśród widzów furorę robi także taniec z hula-hoop prezentowany przez Weronikę. Kolejnym dynamiczny pokaz z dużym tempem. Publiczność pomaga dopingiem, a artystka na koniec robi piękny "pawi ogon" z fluorescencyjnych obręczy, którymi na koniec oczywiście kręci ku uciesze zgromadzonych gości. Po dwóch godzinach program dobiega końca, a kurz opada. Widowisko jest tak barwne i kolorowe, że spokojnie można byłoby je oglądać przez dobrych kilka miesięcy może nie non-stop, ale na pewno minimum raz w tygodniu. ;) Miło było znów powrócić do jednego z najbarwniejszych cyrków w tej części Europy z przemiłą dyrekcją i zawsze interesującym programem. Niech się dzieje w tym cyrku (jak i każdym zresztą cyrku, czy to czeski, czy polski) tylko dobrze, niech ludzie idą, bawią się, wychodzą zadowoleni i wracają za rok, a dyrekcja niech każdego roku zaskakuje nas nowymi pomysłami, artystami i występami. Cirkus Aleš, do zobaczenia kolejnym razem. Może kiedyś zobaczymy się w Polsce. Cirkus Aleš ZIAR NAD HRONOM 2021 kliknij i wejdź do galerii

  • Fővárosi Nagycirkusz - Magia Kobiet 2020 | Portal cyrkowy KMC

    W świecie obrazów i rzeźb - z wizytą w Fővárosi Nagycirkusz SIERPIEŃ 2020 Po raz kolejny odwiedziliśmy Fővárosi Nagycirkusz w Budapeszcie i obejrzeliśmy najnowszy spektakl, którego myślą przewodnią jest podróż po świecie najsłynniejszych obrazów i rzeźb przedstawiających kobiety, bowiem program letni 2020 poświęcony jest motywowi kobiety w sztuce. Widowisko z przyczyn oczywistych zainaugurowano później niż zakładano - niecały miesiąc temu. Na jedynym programie tamtego dnia, który odbył się o godzinie 11:00 zgromadził się niemal komplet widzów. Część miejsc ze względów technicznych była wyłączona z użytku. Przez okres kwarantanny w Stołecznym Cyrku zaszły spore zmiany. Wdrożono nowe oświetlenie LED, dzięki czemu światła dają teraz głębsze barwy oraz szerszy wachlarz kolorów. Ponadto wymieniono część foteli na nowe oraz wyremontowano sufit. Zamontowano też więcej interaktywnych ekranów. Obsługa cyrku bezwzględnie stosuje maseczki ochronne przy kontaktach z widzami, natomiast nie ma obowiązku zasłaniania ust i nosa przez widzów podczas wizyty w cyrku. Musimy przyznać, że byliśmy bardzo sceptycznie nastawieni do nowego widowiska Fővárosi Nagycirkusz, które na pierwszy rzut oka wydawało się bardziej teatrem na arenie niż cyrkiem. Dodatkowym 'minusem' wydawał się być fakt braku klasycznego klauna i zastąpienia go grupą pięciu kobiet specjalizujących się w pantomimie. Jednak nic bardziej mylnego! Ale o tym w dalszej części artykułu. Widowisko rozpoczyna angielsko - węgierski Duo Fosset w numerze bambuk. Jest to pokaz pełny osobistej relacji między artystami, ogląda go się bardzo dobrze, poszczególne tricki wykonywane są z niezwykłą precyzją, a całość kończy się spadającym konfetti, jednak brakuje "tego czegoś", występ jest świetny, ale znaleźliby się artyści prezentujący jeszcze więcej. Jako druga na arenie pojawia się Rosjanka Svetlana Krachinova, która prezentuje pokaz kotów domowych. Mogłoby się wydawać, że będzie to pokaz kiczowaty, taki, jaki dobrze znamy chociażby z kilku polskich cyrków odwiedzających wsie i małe miasteczka. Nic bardziej mylnego! To prawdziwy majstersztyk! Wszystko ujęte jest w folkowej, humorystycznej oprawie, koty bezbłędnie wykonują poszczególne sztuczki, wszystko wygląda niezwykle lekko i naturalnie, aż miło ogląda się taką wzorcową współpracę i więź między człowiekiem a zwierzęciem! To po prostu trzeba zobaczyć. Małe zwierzęta wcale nie oznaczają niskiego poziomu numeru! Warto zwrócić uwagę na starannie udekorowane rekwizyty. Wspaniała idylla przedstawiona na arenie. Pora na jedne z najbardziej utalentowanych artystek współczesnej Europy - Kolev Sisters pochodzące z Bułgarii i Włoch. Do Budapesztu przyjechały prosto z Monachium, gdzie w lutym 2020 występowały w słynnym Circus Krone. Mieliśmy tam okazję podziwiać ich umiejętności, które przez okres kwarantanny wcale nie zmalały. Pozwólcie więc, że przytoczymy to, co napisaliśmy o siostrach Kolev w lutym: "Prezentują hand to hand z typowo męskimi, bardzo ciężkimi trickami, w kobiecym i jakże lekkim wydaniu. Ciężko to opisać, a najlepiej zobaczyć na własne oczy. Siostry dostają jedną z największych owacji w całym przedstawieniu." Czwarty i ostatni numer zamykający pierwszą część to akrobacje na huśtawkach w wykonaniu 6 - osobowej trupy Skokov z Rosji. Warto podkreślić, że tworzą ją jedynie kobiety, a mimo to wykonują tricki typowe dla mężczyzn - trudne i niebezpieczne! Najwyższy poziom wykonania, ogromna precyzja, widać lata ćwiczeń i wyrzeczeń, widać profesjonalizm. Zasłużony aplauz! Po przerwie przed oczyma widzów ukazuje się wielkie show - latające trapezy i włosko - chilijska grupa Flying Wulber, akrobaci światowej sławy. Znakomici trapeziści! Są salta w przód i tył, są piruety i obroty, jest potrójne salto, wszystko z niezwykłą lekkością i w bardzo dobrym tempie. Piękne stroje, znakomite wprowadzenie, widownia szaleje. Numer na miarę najlepszych aren i na takich też ci artyści występują. Wszyscy wiemy, że latające trapez to pokaz bardzo romantyczny, tak też jest w tym przypadku. Kilkanaście minut później widzowie podziwiają dużą iluzję w wykonaniu tria artystek z Włoch o pseudonimie The Rock Sisters. Iluzjonistki ubrane są w czarne troje, mają różowe włosy. Towarzyszy im mocna, rockowa i metalowa muzyka. Prezentują klasyczne tricki jakie można podziwiać m.in. w Cyrku Zalewski, tylko z nieco zmienionymi rekwizytami. Jest zatem przebijanie płonącymi kolcami, przywiązywanie do słupa i szybka zamiana miejsc, pojawianie się ludzi w pustej początkowo klatce. Można by rzec - standardowe tricki. Tak, ale prezentowane z taką charyzmą i w takiej oprawie, że ma się wrażenie jakby się zasiadało na show w Las Vegas. Warto skupić wzrok na te kilka chwil. Przed widzami znów prezentuje się Svetlana Krachinova, tym razem w pokazie z tchórzofretkami i w innym, aczkolwiek także, ludowym stroju. Ktoś mógłby powiedzieć, że tchórzofretki nie nadają się do cyrku. Warto jednak zwrócić uwagę, że zwierzęta te pojawiły się m.in. na arenie paryskiego Cyrku Bouglione, zatem są w świecie cyrku dogmaty z którymi się nie dyskutuje. I znów tak samo jak z kotami - piękny, sympatyczny numer, a zwierzęta wykonują bardzo podobne tricki jak koty. Są niezwykle zwinne i urocze. Czy numer ten pasuje na dużą arenę? Zdecydowanie tak! Pora na przedostatni numer - cztery kontorsjonistki z Mongolii występujące pod pseudonimem Odyss Contorsion. Klasyczny pokaz gibkości ludzkiego ciała, robiący wrażenie na zebranych ludziach. Jest tu harmonia, choreografia, piękno, pasja, zgranie. Numer dostojny i robiący wrażenie. Aż wreszcie wielki finał - na arenę wkraczają rodacy Odyss Contorsion - Trupa Zola z Mongolii, laureat tegorocznego Festiwalu w Monte Carlo. Oni również w lutym 2020 występowali na arenie "Krone". Deska w ich wykonaniu to show przewyższające ludzkie możliwości, rzecz niesamowita i wręcz niewiarygodna. Kulminacyjnym punktem jest skok na piramidę i utworzenie figury składającej się z sześciu akrobatów. Jedyna taka grupa na świecie! I na koniec najbardziej odważny eksperyment władz cyrku budapesztańskiego - grupa pięciu kobiet - mimów z Ukrainy występujących pod pseudonimem Planshet Theatre. Pełnią one rolę klaunów. Występują jednak z minimalnym make up'em, z brokatowymi noskami klauna i kolorowymi chustami. To wszystko. I znów pozytywne zaskoczenie, repryzy prezentowane przez panie bardzo profesjonalne, mimo obaw, nie były kuglarskie, nie niosły przerostu formy nad treścią. Były inne niż wszystkie, inteligentne, eleganckie, ale przy tym piekielnie zabawne. Eksperyment udany, Budapeszt nie zawiódł. W programie bierze udział ponad 40 wykonawców. Całość kończy się słynną piosenką zespołu Boney M pt. "Sunny". Są wielkie brawa i piski, są wyrazy uznania i szacunku. Kolejny bardzo oryginalny show węgierskiego cyrku okazał się sukcesem. Jest on inny niż wszystkie, w całej Europie nie znajdziemy cyrku o podobnym klimacie. Słowem - warto. Letni spektakl 2020 Fővárosi Nagycirkusz stał na niezwykle wysokim poziomie, jest to na pewno jedno z najlepszych przedstawień jakie było wystawiane w tym miejscu w przeciągu ostatnich kilku lat. Sprawia, że człowiek znów czuje się jak dziecko, że na jego twarzy, nawet mimowolnie, pojawia się uśmiech i zauroczenie. Stołeczny Cyrk w Budapeszcie to miejsce do którego zawsze chętnie się wraca, a każda wizyta w nim to jak odwiedziny u dobrych znajomych. To inny świat, nowatorskie podejście do sztuki z jednoczesnym poszanowaniem tradycji, magia cyrku działa, cyrk wciąż jest żywy, wciąż zachwyca, wciąż jest wielki. Tu, w Budapeszcie, sercu Węgier, domu wszystkich węgierskich artystów cyrkowych, czuć to najlepiej. Polecamy Wam to miejsce i ten spektakl, tych wykonawców i ten klimat. Warto. Warto dać się na nowo oczarować cyrkiem przyszłości, który dostępny jest dla nas już dziś. Fővárosi Nagycirkusz MAGIA KOBIET 2020 kliknij i wejdź do galerii

  • Programy 2021 | Portal cyrkowy KMC

    PROGRAMY 2021 NARODOWY POLSKI CYRK ARENA Spektakl: Gwiazdy areny WSZYSCY ARTYŚCI - parada artystów ANNA FEDEROV - trapez kołowy KASIA & CZAREK - persze RUSŁAN KALACHEVSKI - stójki DUO FOCUS - hand to hand* MIROSŁAW ZŁOTOROWICZ - wielbłądy, lamy, osły, kuce RUSŁAN KALACHEVSKI - rola bola DUO FOCUS - koło parterowe* KASIA & CZAREK - kominiarze na drabinach DUO FEDEROV - akrobacje na wrotkach ŁUKASZ GOŁĘBIEWSKI & JOHNATTAN FUUBLEE - repryzy WSZYSCY ARTYŚCI - finał * - numery obecne w programie od 8 sierpnia do końca października; przed 8 sierpnia: Duo Claudio - persz kołowy & akrobatyczne adagio, w listopadzie - Duet Podobriy - sztrabaty i lina pionowa CYRK ZALEWSKI Spektakl: Widowisko 2021 KAMIL ZALEWSKI Z ZESPOŁEM - duża iluzja WSZYSCY ARTYŚCI - parada artystów MACIEJ NAJMOWICZ - sztrabaty RiCO - pokaz psów MONIKA - akrobacje w sieciach MACIEJ SOKOŁOWSKI - ekwilibrystyka na krzesłach ERNITA - hula-hoop JAGODA & MONIKA - trapez kołowy BAJKOWE POSTACIE - parada DENIS ILCHENKO - strongman ABSOLWENCI SZKOŁY W JULINKU - bungee DOMINIKA - antypody SILVA RIDERS - kula śmierci KLAUN RiCO - repryzy WSZYSCY ARTYŚCI - finał CYRK FANTAZJA Spektakl: Cyrk Fantazja - program 2021 WSZYSCY ARTYŚCI - parada artystów ŻANETA ADAMCZYK - szarfy WALDEK I PAWEŁ - groteska akrobatyczna JACEK - żonglerka ARTYSTKA - antypody ARTYSTKA - hula - hoop ŻANETA ADAMCZYK - lina pionowa WALDEK I PAWEŁ - akrobacje na batucie KLAUN SASZA - repryzy WSZYSCY ARTYŚCI - finał CYRK Wictoria Spektakl: Cyrk Wictoria - program 2021 WSZYSCY ARTYŚCI - parada artystów POKAZ ZWIERZĄT - hologramowych BARBARA & EMIL FORYŚ - transformacje ANGELIKA - szarfy MIHAIL DIMITROV - sztrabaty BARBARA & EMIL FORYŚ - pokaz psów border colie ROMAN TILKAVASHILI - żonglerka EKATERINA TILKAVASHILI - trapez kołowy ANGELIKA - trapez DUO ROBSON - ekwilibrystyka na wałkach MIHAIL DIMITROV - akrobacje w sześcianie KLAUN ROBCIO - repryzy WSZYSCY ARTYŚCI - finał CYRK korona Spektakl: Show jak z bajki WSZYSCY ARTYŚCI - parada artystów ALEX MICHAEL - skywalk MONGOLIAN GIRL - kobieta guma VLADIMIR OMELCHENKO - ekwilibrystyka na wałkach MATEUSZ & LUSESITA - persze SSNAKE - iluzja TOY STORY - western show SSNAKE - akrobacje w sieciach MATEUSZ - żonglerka MR CHAP - repryzy WSZYSCY ARTYŚCI - finał CYRK europa Spektakl: Fabryka Snów 2 WSZYSCY ARTYŚCI - parada artystów SEWERYN - balans ze szkłem MAKS - slinky DUO SZEIBE - latające talerze PABLO - iluzja MAKS - laserman DUO SZEIBE - pokaz psów SEWERYN - akrobacje sześcianem PABLO - pokaz baniek mydlanych KLAUN PABLITO - repryzy WSZYSCY ARTYŚCI - finał

logo 8.png
logo 1.png
logo 2.png
logo 5.png
logo 4.png
logo 3.png
logo 6.png
logo 7.png

ALL RIGHTS RESERVED
KMC - KLUB MIŁOŚNIKÓW CYRKU 2008 - 2025

bottom of page